Kiedy Stephen Hopkins przejął stery nad sequelem kultowego dzieła Johna McTiernana, podjął decyzję genialną w swojej bezczelności. Zamiast lęku przed nieznanym ukrytym w zielonym piekle Ameryki Środkowej, wrzucił nas w sam środek asfaltowej pustyni Los Angeles, trawionego apokaliptyczną falą upałów i brutalną wojną karteli narkotykowych. Predator 2 to potężny, muskularny miks rasowego cyberpunka, brutalnego kina policyjnego z nurtu neo-noir oraz bezkompromisowego science-fiction. Reżyser kreuje miasto jako duszny, tętniący neonami i spalinami organizm, który nie potrzebuje obcych, by krwawić – kosmiczny łowca staje się tu jedynie katalizatorem i ostatecznym sędzią w tym ludzkim panoptikum przemocy.
Akcja zawiązuje się w oparach dymu strzelanin i wszechobecnego potu. Yautja (kosmiczny łowca) nie kryje się już w liściach; jego nowym kamuflażem staje się smog i rozgrzany beton. Hopkins bezbłędnie modyfikuje mechanikę grozy. Predator staje się miejskim mitem, duchem, który poluje na szczycie drapaczy chmur i w zatłoczonych wagonach metra. Scena masakry w pociągu podziemnym to podręcznikowy pokaz budowania klaustrofobicznego napięcia w dynamicznym kinie akcji.
Zastąpienie posągowego Arnolda Schwarzeneggera zmęczonym życiem, charyzmatycznym Danny'm Gloverem jako porucznikiem Mikiem Harriganem było strzałem w dziesiątkę. Glover nie jest nadludzkim komandosem; to zdeterminowany, miejski buldog, który wnosi do filmu niesamowity, surowy realizm. Dynamika między jego lojalną ekipą (Maria Conchita Alonso, ikoniczny Bill Paxton) a tajemniczą, bezwzględną agencją rządową dowodzoną przez neurotycznego Gary'ego Buseya tworzy gęstą sieć paranoi, gdzie wróg ma wiele twarzy.
Sfera wizualna i design zagrożenia wchodzą tutaj na zupełnie nowy poziom. Stan Winston rozbudował wygląd potwora, nadając mu bardziej drapieżny, plemienny sznyt. To tutaj po raz pierwszy oglądamy kultowy dysk bojowy, teleskopową włócznię czy sieć unieruchamiającą ofiarę. Finałowa sekwencja na pokładzie statku kosmicznego to audiowizualne arcydzieło scenograficzne – mroczne, organiczne wnętrza i legendarna ściana trofeów, która na zawsze zmieniła popkulturę.
Predator 2 pod płaszczem bezkompromisowej demolki skrywa głębokie, socjologiczne lęki przełomu dekad – strach przed całkowitym załamaniem porządku społecznego, eskalacją przemocy oraz dehumanizacją wielkich metropolii. Los Angeles to nowoczesny Babilon, zżerany przez wewnętrzną degrengoladę, gdzie kosmiczny drapieżca paradoksalnie jawi się jako jedyna istota posiadająca jakikolwiek kodeks honorowy. Ścieżka dźwiękowa Alana Silvestriego – genialnie łącząca plemienne, afrykańskie bębny z ciężką, industrialną symfonią – potęguje to wrażenie pierwotnego rytuału odbywającego się w sercu nowoczesnej cywilizacji. Film uderza lodowatym chłodem nihilizmu, by w finale zalać ekran bursztynowym światłem podziemnego statku, zostawiając widza z porażającą świadomością, że ludzkość jest zaledwie drobnym epizodem w międzygalaktycznej historii łowiectwa.
Predator 2 to absolutny triumf bezkompromisowego kina gatunkowego lat 90., który z biegiem lat zyskał w pełni zasłużony status kultowego arcydzieła miejskiej grozy. To pozycja obowiązkowa dla każdego, kto szuka w kinie sci-fi gęstej atmosfery, brudnego realizmu i bezlitosnego tempa, do której warto wracać, by podziwiać, jak genialnie można przenieść mitologię potwora z dzikiej głuszy w sam środek wielkomiejskiego piekła.






